Działasz i mówisz do dziecka inaczej niż chcesz?

To trudne, obiecywać sobie, że od dzisiaj będzie inaczej, że już nigdy więcej…, a gdy pojawi się kolejna podobna sytuacja działać z automatu i nie tak jak się chce! Dlaczego? Co z tym zrobić?

„Mężczyzna też człowiek” to tytuł książki Wojciecha Eichelbergera, którą każdy, bez wyjątku, mężczyzna przeczytać musi

Wiem, że nie lubisz rozkazów, ale nie żartuję. – Jeśli po nią sięgniesz – otworzysz drzwi, których istnienia nawet nie podejrzewałeś – zrozumiesz siebie poprzez swoje dzieciństwo.

Wśród tekstów o dobrym rodzicielstwie, potrzebach dzieci pojawiają się co jakiś czas manifesty gloryfikujące model wychowania w przeszłości. – Brak nadmiernej dbałości rodziców o bezpieczeństwo, wychowywanie przez podwórko, a jak mantra powtarza się zdanie: „I wyrosłem na porządnego człowieka”. Piszą, co ciekawe, tylko mężczyźni. „Porządnego człowieka” tzn. jakiego? Który pracuje, nie bije żony, nie pije na umór, nie ćpa i nie łajdaczy się? To ma być przepis na 50 lat szczęśliwego, spełnionego życia? O tym marzy nastolatek? 

Jeśli czujesz, że odpowiedź brzmi: „nie” to oznacza, że warto pochylić się nad dziecięcą psychologią, zrozumieć małą (może już nie) istotę, nauczyć się jak i w odpowiednim czasie dać jej to, czego potrzebuje i wyegzekwować to, co potrafi. Pomóc dziecku harmonijnie się rozwijać.

Jeśli czujesz, że odpowiedź brzmi: „nie” to oznacza, że warto pochylić się nad swoim dzieciństwem i jego spuścizną. Zrozumieć swoje zachowania poprzez pryzmat swoich korzeni.

Dziecko nie może wychowywać się bez ojca, bez męskiego wzorca. Eichelberger twierdzi, że nawet zły wzorzec jest lepszy od żadnego, bo od złego można się odbić, choć będzie to wymagało dużo pracy. Bez wzorca w ogóle zostaje tylko fikcja, a ta nie jest żadnym fundamentem.

Jesteś mężczyzną – jesteś wzorcem, czy tego chcesz, czy nie. Może nie tylko dla swojej córki, syna, może również dla dzieci sąsiadów, krewnych, dla podopiecznych, może nawet dla młodych pracowników.

Kochasz, dbasz, dajesz czas, starasz się

Właśnie dlatego, że Ci zależy pozwól sobie na rozwój. Możesz dać sobie szansę, by zrozumieć podstawy swoich zachowań, poznać pułapki, w które wpadłeś w dzieciństwie, skorygować sposób myślenia o sobie, dzieciach i rodzinie. – Czuć się lepiej.

Gorąco polecam: „Mężczyzna też człowiek” Wojciech Eichelberger Renata Arendt – Dziurdzikowska, wydawnictwo Drzewo Babel. – Warto zacząć zmiany z wartościowym przewodnikiem!

Odkrywaj siebie i miej się dobrze MĘŻCZYZNO.

Usamodzielnienie kulturowe młodych.

Polecam wspaniały tekst Jarosława Pytlaka. Jest tak dobry, tak spójny, że komentarz mógłby jego przekaz tylko zubożyć. Czytajcie.

(…)  Mijające dwie dekady rewolucji komputerowej i mnożenia kanałów telewizyjnych oraz dziesięć lat rozwoju internetu i telefonii komórkowej, zmieniły radykalnie oblicze świata, ale w jeszcze większym stopniu odmieniły świat dziecka. Nagle, w ciągu kilku zaledwie lat, miejsce od wieków zarezerwowane dla dorosłych zajęły maszyny. Komputer nigdy nie mówi, że nie ma czasu lub jest zmęczony. Internet i komórka pozwalają znaleźć partnera do rozmowy nawet wtedy, gdy w domu nie ma się do kogo odezwać. Dzięki tym urządzeniom młody człowiek może dowiedzieć się wszystkiego, czego dusza zapragnie, a każdą pokrętną informację lub komunikat osoby dorosłej, typu „nie musisz tego wiedzieć”, jest w stanie błyskawicznie uzupełnić z elektronicznego źródła, które zresztą w ten sposób awansuje do rangi bardziej wiarygodnego. 

Dorosły – zajęty i zagoniony – stał się również zacofany i do pewnego przynajmniej stopnia – zastąpiony (to odwrotność „niezastąpionego” :).

Komunikacja za pomocą komórek i internetu powoduje, że nawet we własnym domu młody człowiek pozostaje w centrum grupy rówieśniczej, na ogół bardzo licznej i wciąż rosnącej. Lawina informacji narasta, a malejący koszt połączeń dodatkowo ją potęguje. W przypadku kłopotu z akceptacją rzeczywistości dziecko może pogrążyć się w wirtualnym świecie jednej z gier komputerowych, których coraz bardziej wyrafinowane scenariusze skutecznie wciągają duszę i intelekt. Aktywność mediów powoduje, że nie ma tematów tabu, ograniczanie młodemu człowiekowi dostępu do informacji przestaje już nawet być odbierane jako akt wrogi – staje się aktem tak niepojętym, że aż bezsensownym! 

Wszystko to składa się na nową, specyficzną odmianę kultury, której współtwórcami i zarazem konsumentami są dzieci i młodzież, korzystające z osiągnięć techniki swobodniej niż sami wynalazcy. Dorośli, także na skutek swojej własnej postawy, znaleźli się na marginesie. 

To właśnie nazywam usamodzielnieniem kulturowym młodego pokolenia.

Drogi Rodzicu! Im szybciej zrozumiemy opisane tutaj zjawisko, tym większą mamy szansę zachowania wpływu na młodych ludzi, na tyle przynajmniej, by przekazać im pewne wartości, które chcielibyśmy zachować dla przyszłych pokoleń. No i dla siebie – na starość.

Czytaj dalej: „Zrozumieć świat dziecka

„Zrozumieć świat dziecka” Autor: Jarosław Pytlak Dyrektor Szkoły STO 24 w Warszawie

Opublikowała Katarzyna Szurlej 15 grudnia 2015

Czas naostrzyć siekierę

O odrabianiu lekcji, (samo)dyscyplinie, i czarodziejskiej kanapie.

… odzywa mi się w głowie usłyszana niedawno opowiastka o człowieku, który rąbał drzewo tępą siekierą. Mimo iż rąbał z zapałem, efekty były marniutkie – kilka niewielkich odłamków kory. Mężczyzna jednak nie ustawał w wysiłkach, zdyszany i zziajany, ociekający potem – zapamiętale walił w drzewo tą swoją siekierczyną. Dostrzegł go przechodzący nieopodal przyjaciel i życzliwie doradził: “Naostrz siekierę, pójdzie łatwiej”.
W odpowiedzi usłyszał tylko zasapane: “Nie mam czasu, muszę rąbać drzewo”*.

Kliknij tutaj:  Ostrzenie siekiery, czyli o skutecznej dyscyplinie  i napisz o swoich przemyśleniach. Z nami możesz naostrzyć siekierę i to na pewno jest dobra wiadomość.

zapraszamy

Opublikowane przez Katarzynę Szurlej 8 grudnia 2015

 

Dlaczego nie chcemy bezwzględnie wymagać?


Znalazłam na Hatalska.com
plakat z kampanii sprzed kilku lat. (Przyjrzyjcie się proszę dokładnie.) Był też  komentarz internautki, że to kiepskie zestawienie tradycji, która sama z siebie jest dobra i złych reakcji.
I tak mi przyszło: Dlaczego nie chcecie wychowywać dzieci tradycyjnie?
– Mamusia przytuli, tatuś „weźmie do nogi”. Dziecko będzie się bawić z rówieśnikami i od nich zdobywać wiedzę o życiu. To co Wy powiecie będzie święte, a za przekroczenie wyznaczonych granic będzie ustalona kara. To Wy przecież wiecie co dla dziecka jest najlepsze.
Wasi rodzice, dziadkowie i pradziadkowie byli wychowywani tradycyjnie i „wyrośli na ludzi” prawych, sprawiedliwych, pracowitych, dobrych.
Po co kombinujcie i zmieniacie to, co od wieków funkcjonuje? Dlaczego i po co chcecie inaczej? Przecież nie chodzi o przemoc fizyczną, bo mam nadzieję, jej nie stosujecie. Może napiszecie o co Wam właściwie chodzi?

Opublikowane przez Katarzynę Szurlej 1 grudnia 2015

Dlaczego moje dziecko nie jest szczęśliwe? Przecież ma wszystko!

Tekst jest mocny. zmusza do myślenia i pracy w efekcie, więc uważajcie…

Tylko szczęśliwy człowiek może wychować szczęśliwe dziecko.

Większość problemów, które pojawiają się u dzieci i nastolatków biorą się w głównego grzechu, jaki popełniają nasi rodzice. Mianowicie zapominają oni, że: tylko szczęśliwy człowiek może wychować szczęśliwe dziecko. Nie ma możliwości, żeby frustrat, ktoś niespełniony, zaniedbujący siebie mógł oczekiwać od swojego dziecka, że będzie miało udane życie. Niestety nie da się.”

Kliknij tutaj: Tylko szczęśliwy człowiek może wychować szczęśliwe dziecko. aby przeczytać cały wywiad z psychoterapeutą Robertem Rutkowskim

 Opublikowane przez Katarzynę Szurlej 14 listopada 2015

TATO, Twoja obecność jest KONIECZNA.

Piszę o tym, jak ważna jest obecność ojców, obojga rodziców, w wychowaniu dzieci. Dla ich zdrowych relacji z samymi sobą, z dorosłymi, w grupach społecznych, z przyszłymi partnerami i przyszłymi dziećmi. Dzieciństwo to maksimum 20 lat i one determinują kolejnych 50-60!

Samotni rodzice.

Różne znaczenie ma obecność ojca i to, że okazuje on swoją miłość do dziecka w wychowaniu córek, a inne w wychowaniu synów, jednak w przypadku obu płci ważne, żeby dziecko czuło tę ojcowską miłość. Niepodważalnym faktem jest, że każdy ojciec ma do odegrania wielką rolę w wychowaniu swoich synów. Wynika to z dwóch prawidłowości.

– Pierwsza z nich polega na tym, że każdy człowiek szybciej przyswaja sobie pewne cechy zachowania się przejawiane przez osobników tej samej płci niż płci odmiennej. Prawidłowość ta widoczna jest przede wszystkim u dzieci, które pozbawione doświadczeń w wielu dziedzinach życia niejako zmuszone są do naśladowania dorosłych. Szczególnie jest to zauważalne w internalizacji wielu ról społecznych związanych z płcią człowieka. Dziecko lepiej je sobie przyswaja, gdy ma możność obserwowania dorosłego człowieka tej samej płci w najróżniejszych sytuacjach życia codziennego. Najlepszą ma ku temu okazję kiedy dorosła osoba tej samej płci uczestniczy w jego życiu rodzinnym. Samotni rodzice – zarówno matki, jak i ojcowie, mają trudne zadanie. Najlepszym dla dziecka rozwiązaniem jest, gdy kontakt z Twoim byłym małżonkiem – rodzicem dziecka jest nieprzerwany i przynajmniej raz w tygodniu Wasza pociecha ma kontakt ze swoim ojcem lub matką i czuje ich miłość.

Wychowani przez matkę

– Druga z psychospołecznych prawidłowości, opisana przez T. Parsonsa, zwraca uwagę na to, że syn, nie mając w rodzinie odpowiedniego wzorca męskiego zachowania się, często tworzy sobie wypaczony obraz tzw. prawdziwego mężczyzny, który charakteryzuje się nadmierną ilością cech agresywnych, taki chłopiec już jako dorosły mężczyzna może mieć później problem z tym jak okazać miłość. Społeczeństwo niejako samo podpowiada dziecku, że taki obraz jest prawidłowy. To przede wszystkim mężczyźni są żołnierzami, do ich obowiązków należy walka, uprawiają oni szereg sportów o dużym ładunku agresji itd. Dlatego wielu chłopców bycie wartościowym mężczyzną łączy z demonstrowaniem postawy agresywnej. Parsons stwierdził, iż chłopcy wychowywani tylko przez kobiety są bardziej agresywni i bardziej podatni na wykolejenie niż chłopcy, w których wychowaniu bierze czynny udział ojciec i okazywał swoją miłość do dziecka, zjawisko to nazywał ,,protestem męskim”. Amerykański socjolog wyjaśnia to w ten sposób, iż chłopiec wychowywany wyłącznie przez matkę tworzy sobie wyżej wspomniany spaczony obraz mężczyzny i do niego chce się upodobnić, odrzucając jakiekolwiek naśladowanie zachowania matki, w jego mniemaniu należne tylko kobietom. Dlatego przeciwstawia się wszystkim zasadom, które wpaja mu matka i może zachowywać się agresywnie

Naśladowanie ojca 

Związek emocjonalny z ojcem, jest niezmiernie ważny dla tworzenia przyszłych więzi rodzicielskich i małżeńskich. Dzieci, które nie miały okazji naśladować emocjonalnie dodatniej postawy ojca mogą mieć problemy, by okazać miłość własnym dzieciom, mówi się tu o wewnętrznym mechanizmie ,,rozliczania się z otrzymywanych uczuć”. Przez naśladowanie ojca szczególnie chłopcy nabywają wzory roli ojcowskiej i zachowań, które się z nią łączą. Śledzenie postępowanie ojca wobec matki, jak również wobec dzieci znajduje później odzwierciedlenie w pełnieniu przez nich roli ojcowskiej we własnych rodzinach. Należy jednak podkreślić, iż warunkiem, aby zaistniało skuteczne naśladowanie ojca przez syna jest istnienie pozytywnych więzi uczuciowych między nimi. Jeżeli te więzi są ambiwalentne, wzory mogą ulec pewnej modyfikacji, natomiast w wypadku negatywnych więzi, zostaną one odrzucone. Dalszy proces uczenia się roli rodzicielskiej dokonuje się przez tzw. mechanizm modelowania. Ojciec w pewnym momencie życia syna przestaje być dla niego konkretna jednostką, a staje się wzorem roli męskiej i ojcowskiej. Sytuacja ta według psychologów w sposób doskonalszy niż identyfikacja wpływa na uczenie się ról rodzicielskich, ponieważ następuje tu odczytanie znaczeń zachowania ojcowskiego i dostosowania ich do własnej osobowości. Ponadto na tym etapie dziecko zaczyna dostrzegać i oceniać cechy osobowości ojca. Dlatego tak ważne jest, by mogło ujrzeć i identyfikować się z osobą dojrzałą, zrównoważoną emocjonalnie, imponującą mu co doprowadzi do ukształtowania podobnej osobowości u niego samego i pozwoli rozwijać się właściwym postawom rodzicielskim u dziecka. 

Jak ważna jest obecność ojca?

Wszystkie powyższe teorie potwierdzają jak wielką rolę do spełnienia ma każdy ojciec w procesie wychowania swoich dzieci. Jego nieobecności nie może wynagrodzić sama matka. Dziecko od ojca uzyskuje wiele bodźców do dalszego rozwoju. To ojciec jako pierwszy przybliża dziecku własną postawą podstawowe zasady życia społecznego i tym samym przygotowuje je do życia w szerszej niż rodzina zbiorowości, jaką jest społeczeństwo. Brak ojca jak i, nie należy zapominać, negatywny model ojca bardzo utrudniają nabywanie przez synów prawidłowych postaw i ról rodzicielskich, co łączy się później z problemami w ich własnych związkach i relacjach ze swoimi potomkami. Wielu badaczy podkreśla, że tak jak miłość macierzyńska ma podstawowe znaczenie dla inicjacji rozwoju społecznego dziecka, tak identyfikacja z ojcem jest niezbędna, by dziecko osiągnęło kolejny, wyższy etap rozwoju społecznego i moralnego. Dziecko ulega wpływom ojca szczególnie w takich sferach jak przekonania polityczne i stosunek do pracy zawodowej, ponieważ jest on pierwszym w jego życiu przedstawicielem jakichkolwiek władz politycznych i administracyjnych. Dodatkowo ten ,,przywódca rodziny” bardziej od matek zwraca uwagę na cechy zachowania właściwe poszczególnym płciom i w związku z tym bardziej od matek wywiera nacisk na dziecko, aby postępowało od najmłodszych lat w sposób właściwy dla jego płci. Ponadto K. Pospiszyl przytacza w swojej pracy szereg badań wskazujących na to, że mężowie, którzy w dzieciństwie pozbawieni zostali żywych kontaktów z ojcem, przejawiali wiele symptomów niedostosowania w życiu małżeńskim. Mężczyźni tacy są niezrównoważeni, drobiazgowi, wtrącają się do spraw związanych z prowadzeniem domu i przejawiają mniejszą aktywność płciową. 

Związek emocjonalny z ojcem

Badania R. F. Wincha pokazały, że dziewczęta, które przeżywały długie okresy romantycznej miłości, prowadzącej z reguły do małżeństwa łączył bliski związek emocjonalny z ojcem, zaś dziewcząt często zmieniających partnerów nie łączył taki związek. Badania prowadzone nad skutkiem nieobecności ojca we wczesnym dzieciństwie syna wykazały, iż, kiedy niemożliwe jest naśladowanie ojca, dziecko ma słabą motywację osiągnięć, niską samoocenę, niezdolność do rezygnacji z bieżących nagród dla korzyści, które można osiągnąć w przyszłości. Poza tym brak ojca łączy się ściśle z postawami lękowymi zarówno u dziewcząt jak i u chłopców. Oprócz tego pozbawienie możliwości stałego obcowania dzieci z ojcem o wiele trudniej kształtuje najwyższą pod względem moralnym sferę osobowości człowieka, jaką jest sumienie. Ponadto wg M. Hoffmana nieobecność ojca odbija się szczególnie niekorzystnie na rozwoju moralnym synów. Chłopcy po naruszeniu różnego rodzaju norm są mniej skłonni do akceptowania upomnień. Nie mniejszy wpływ mają te relacje na kształtowanie odpowiednich postaw u dziewcząt. 

Poglądy współczesnych badaczy niewiele się różnią od zaprezentowanych klasyków psychologii i socjologii. Przewijającym się wątkiem w pracach naukowych końca ubiegłego wieku jest między innymi fakt, iż właśnie ojciec jest osobą, która wprowadza dziecko w świat życia społecznego. Dlatego samotni rodzice – małżonkowie po rozwodzie – powinni starać się porozumieć dla dobra dziecka i umożliwić potomstwu kontakt zarówno z jednym, jak i drugim rodzicem. M. Braun – Gałkowska przekonuje, że ,,dzięki obecności ojca dziecko od razu przyjmuje taki sposób życia jaki jest naturalny dla człowieka, a mianowicie życie w grupie społecznej. Dzięki ojcu wzbogaca się kontakt dziecka ze światem, dzięki niemu uczy się, że w grupie trzeba się liczyć z innymi, nie można żyć dla siebie.” J. Rembowski ciągnąc ten wątek ostrzega, że dzieci pozbawione takiego kontaktu nie osiągają nigdy wystarczającej dojrzałości społecznej, co udowadnia jak ważna jest obecność ojca w życiu dziecka.

Artykuł pochodzi z Poradnika w Serwisie Doboru Partnerskiego dla wymagających www.MyDwoje.pl 

Pamiętajcie, że obecność to za mało, miłość też nie wystarczy. Kluczem jest zrozumienie i komunikacja na najwyższym możliwym poziomie!

Opublikowane przez Katarzynę Szurlej 31 sierpnia 2015

Tata i córka – związek najmocniejszy ze wszystkich w przyrodzie!

W relacjach międzypokoleniowych więź ojca i córki stanowi przykład związku najmocniejszego ze wszystkich występujących w przyrodzie. Przy czym to wcale nie musi być jego zaletą. Zbudowany na największych emocjach albo trwa całe życie, albo… rozpada się z hukiem większym, niż podczas narodzin Wszechświata. Jeśli nie wiesz, co i jak – ten związek będzie zawsze toksyczny.

W zgodnej opinii psychologów to właśnie ojciec wprowadza swoją córkę w dorosły świat. Ale pamiętaj – albo zrobisz to mądrze, albo… źle. Innej możliwości niestety nie ma.

Okres niemowlęcy

Tu szczególnych więzi jeszcze nie ma. Trudno ci, jako dorosłemu facetowi, zachwycać się małą i pomarszczona istotką, a „gugać” do niej nie masz nawet zamiaru. Ale musisz wiedzieć o jednym – jesteś i zawsze będziesz pierwszym mężczyzną, z którym twoja córka ma kontakt. A dobre relacje, także te między-płciowe, można kształtować już od momentu narodzin. Na szczęście na tym etapie wystarczy, abyś najczęściej jak tylko możesz, był blisko niej.

Będziesz jej „pierwszym

Już wspomniałem; jesteś i zawsze będziesz w jej życiu „pierwszym facetem”. Kiedy twoja córka zacznie stawiać pierwsze kroki i nosić sukienki – zakochasz się na całe życie. Znajomi mogą nawet dojść do wniosku, że ci kompletnie odbiło. Będziesz w niej widział osobę delikatną i kruchą, a to w świecie, gdzie dominacja kobiet w wielu dziedzinach staje się faktem, jest dla ciebie wyrazem jej prawdziwej kobiecości. A przecież ona ma dopiero kilka lat… I tu pojawia się pierwszy trudny moment w waszym wspólnym życiu, czyli…

Mała księżniczka

Jesteś zakochany w swojej córce i gotów stanąć na rzęsach na każde jej najmniejsze skinienie. Zalewasz ją swoimi ojcowskimi uczuciami, rozpieszczasz, chuchasz i dmuchasz. I w ten sposób chowasz małego potwora, który w dorosłym wieku (jeśli w porę się nie opamiętasz) będzie innych mężczyzn traktował tak, jak ciebie teraz. Przy czym, o ile dziecku wiele rzeczy uchodzi i czasami trudno je podejrzewać o perfidię i wyrachowanie, o tyle podrastającej pannicy, czy wręcz dorosłej kobiecie – już niekoniecznie. Znów odwołam się do opinii psychologów – są zadziwiająco zgodni w tej akurat kwestii: nadmiar miłości z twojej strony buduje w świadomości twojej córki fałszywy obraz mężczyzny jako istoty uległej. Oraz przesadnie pokornej. Co tu dużo mówić – słabej… Doprowadza to do znanego paradoksu – taka dziewczyna w przyszłości wiązać się będzie z mężczyznami uległymi, a marzyć będzie o tak zwanym „silnym facecie”. Jakim dokładnie? A skąd ona ma to wiedzieć – w swoim dotychczasowym życiu poznała tylko jedną męską (czy raczej – niemęską) postawę. Uległą. Twoją.

Pan Ojciec

Ale nie popadaj przypadkiem w drugą skrajność i nie zostań „niewidzialnym ojcem”. Nie możesz starać się ze wszystkich sił zachować swoją odrębność, pozostać niedostępnym, oschłym, nadmiernie surowym i zbyt autorytarnym. Wychowana w takiej atmosferze twoja dorosła już córka może mieć innego rodzaju problemy w relacjach; stałe poszukiwanie czułości u nierzadko dużo starszych od niej partnerów i błędne przekonanie, że na miłość trzeba sobie zasłużyć w jakiś szczególny sposób. I może się okazać, że pójdzie na koniec świata za pierwszym lepszym facetem, który choćby pogłaszcze ją po włosach… Będzie rozpaczliwie przez całe życie tęsknić za bliskością i czułością, której nie dostawała od ciebie.

Kumple

Trzeci błąd, jaki możesz popełnić – to próba wprowadzenia relacji ignorujących jej płeć. Czyli zaczynasz ją traktować jak syna, którego nie masz, a w dodatku mówisz jej o tym otwarcie. Wtedy ona zaczyna wstydzić się swojej kobiecości, chodzi w spodniach, chce mieć zawsze krótko obcięte włosy i zawsze obgryzione paznokcie. Woli czołgi od lalek, grę w piłkę nożną zamiast skakanki, a robaka na haczyk zakłada z takim zimnym okrucieństwem w swoich ślicznych zielonych oczach, że zaczynasz czuć się nieswojo… A kiedy podrośnie, poszuka sobie faceta-kumpla, z którym będzie chodzić na piwo i przeklinać przy nim jak szewc. O innych rzeczach litościwie zmilczę, ale taki facet raczej nie będzie wiele wart…

Trzy w jednym

Wiem, że to może być trudne, ale musisz znaleźć się gdzieś pomiędzy tymi trzema postawami. Na wakacjach czy wspólnym wypadzie nad jezioro możecie przecież być kumplami, możesz wrzucać ją do wody z pomostu, ale naucz ją najpierw pływać i sprawdź, czy aby koło pomostu nie jest zbyt głęboko. Zachwycaj się jej sukienkami i ślicznymi włosami i okazuj jej czułość, kiedy tylko będziesz miał na to ochotę, ale jednocześnie nie daj sobie wejść na głowę. Musisz wyznaczać pewne granice i pilnować, aby ona je respektowała. W zamian ty zawsze respektuj to, że na przykład nie ma humoru i nie chce iść do ciebie na kolana, albo zamyka się w swoim pokoju i nie odzywa do nikogo.

A kiedy pojawią się pierwsi „dochodzący” – zachowaj spokój! Nauczyłeś ją wszystkiego o tym, kim jest i jak ma się zachować, zna swoją wartość i nie pozwoli się źle traktować żadnemu innemu facetowi. Nawet tobie. 

Maciej Ślużyński za facet po 40.pl

Opublikowane przez Katarzynę Szurlej 25 sierpnia 2015

Tatoterapia

Dzieciństwo bez totalnych wygłupów, zagrażających życiu akrobacji, bez włażenia na drzewa czy niebezpiecznych skoków z wysokości, nie miałoby przecież tak cudownego smaku. O ile starsze dzieci doskonale same sobie radzą w prowokowaniu sytuacji, które mogą zakończyć się połamaniem ich kończyn czy kręgosłupa, o tyle młodszym dzieciom trzeba w tym zakresie odrobinę pomóc. I właśnie do tego potrzebni są ojcowie, którzy z jednej strony nigdy nie dorastają – sami zachowując dożywotnio całe mnóstwo cech szalonego chłopca, a z drugiej strony jednak są już ta tyle dorośli i odpowiedzialni, aby nie pozwolić dziecku na zrobienie sobie krzywdy.

Ale hola, hola – od samego wygłupiania się z dzieckiem nikt jeszcze medalu za dobre ojcostwo nie dostał. Na podrzucaniu, wykręcaniu i łaskotaniu rola ojca przecież się nie kończy, chociaż może niektórzy by tego chcieli. Ojciec jest przede wszystkim po to, aby mądrze kochać i aby być obok zawsze wtedy, gdy jest potrzebny, aby dawać poczucie bezpieczeństwa i tą niesamowitą pewność, że zawsze można na niego liczyć. W pierwszych latach życia to właśnie on powinien pomóc wyprowadzić dziecko ze ścisłej relacji z matką oraz kształtować poczucie indywidualizmu – tego własnego, niepowtarzalnego „ja”, które u każdego z nas prędzej czy później się ujawnia. W kolejnych latach to też on powinien stać się dla swojego dziecka autorytetem, mentorem i przewodnikiem – czyli kimś, z kogo można brać przykład, podziwiać i z kogo doświadczenia należy czerpać. Jego zadaniem jest sprawiać, aby dziecko było ufne i czuło się bezpieczne – i aby dorastało w przekonaniu, że przez obojga rodziców jest jednakowo kochane.
Dobry męski wzorzec to jest coś, co jest potrzebne każdemu dziecku, aby w przyszłości mogło stać się normalnym dorosłym – takim dorosłym bez uwierającego bagażu żalu, umiejscowionego gdzieś z tyłu głowy, który uparcie przypomina nam, że jednak w tym dzieciństwie coś poszło nie tak. I błagam, niech mi nikt nie mówi, że dobry męski wzór nie jest dziecku potrzebny do prawidłowego rozwoju, bo nie uwierzę.
Brutalna prawda jest jednak taka, że jeśli w dzieciństwie nie mamy kochającego ojca, to potem ta ułomność daje o sobie znać przez resztę naszego życia. (doczytaj: Tato, Twoja obecność jest konieczna)
Prawda jest trudna do przełknięcia przez wielu: dziecko jest szczęśliwie wtedy, gdy ma rodzinę. Gdy jej nie ma potrzebuje szczęśliwej mamy i szczęśliwego ojca!
Teraz, po latach wspomnień i doświadczeń, przyglądam się mężczyznom z mojego otoczenia, moim rówieśnikom lub całkiem młodym ojcom, którzy dopiero co wkroczyli w tą najważniejszą w swoim życiu rolę. Patrzę na nich z prawdziwym zadowoleniem, gdyż dostrzegam ogromne zmiany, jakie nastąpiły w świadomości nas wszystkich. Czasy zdecydowanie się zmieniły, a ja coraz częściej widzę tatusiów, którzy nie chcą być w swojej rodzinie jedynie gwarantem materialnego bezpieczeństwa, ale chcą również aktywnie uczestniczyć w dorastaniu swoich dzieci, świadomie je wychowując i pielęgnując emocjonalne więzi. Coraz częściej w przychodniach lekarskich i szpitalach dostrzegam ojców z chorymi dziećmi, widzę, jak je przytulają, karmią i zmieniają im pieluchy. Widzę po prostu, że w tej kwestii świat się zmienia – całe szczęście, na lepsze.
Na co dzień widzę wzorzec ojca, o którym jako mała dziewczynka nie miałam śmiałości nawet pomarzyć – ba, w ogóle nie wiedziałam, że tacy zaangażowani w rodzicielstwo tatusiowie istnieją.
Rola ojca na przestrzeni lat bardzo się zmieniła i stoi ona teraz przed zupełnie nowymi wyzwaniami. Dziś już nie chcemy, aby słowo „ojciec” było jedynie przypisanym społecznie statusem, który ogranicza się do bycia rodzinnym bankomatem i wykonawcą kar cielesnych, gdy dziecko coś przeskrobie. Dzisiaj oczekujemy od ojców czegoś więcej – prawdziwej aktywności i świadomości, wsparcia, zaangażowania i mądrego kochania dzieci. A najpiękniejsze jest to, że coraz częściej sami ojcowie tego od siebie oczekują.
Brak wzorców we własnej przeszłości stawia przed ojcami pytanie JAK?
Jak być autorytetem, jak wspierać, jak zrozumieć, jak mówić, jak nie zwariować?

Opublikowane przez Katarzynę Szurlej 11 sierpnia 2015

Dla WSZYSTKICH, którzy nie doświadczyli miłości w dzieciństwie.

Dla OJCÓW, dla RODZICÓW, którzy są NIEOBECNI w różny sposób. Tekst trudny, ale wart przeczytania.
Jak niezaspokojenie emocjonalne w dzieciństwie wpływa na psychikę dorosłego człowieka?

Cała historia zaczyna się od zbiornika. Jest nim pusty zbiornik miłości.

Rozważając rozwój emocjonalny człowieka i jego wzrost duchowy na różnych etapach życia, można powiedzieć, że człowiek przychodzi na świat z pustym zbiornikiem, w którym, na skutek interakcji z otoczeniem, a przede wszystkim z najbliższymi osobami, będzie stopniowo gromadziła się miłość. Opiekunowie dziecka, w założeniu ludzie dojrzali, będą stopniowo przelewać miłość i akceptację ze swych pełnych po brzegi zbiorników wprost do pustego zbiornika małego dziecka. W ten oto sposób zbiornik miłości napełnia się, a dziecko, doświadczając bezwarunkowej akceptacji, czułości i troski, rozwija się emocjonalnie i duchowo, aż do dnia, gdy samo wyruszy w świat w pełnym zbiornikiem i pragnieniem, by dzielić się dobrem, które otrzymało. Przestanie brać, a zacznie dawać. To przecież różni osobę dojrzałą od dziecka. 

Rozważmy teraz podobną sytuację, z tą jedną różnicą, że opiekunowie dziecka już na starcie mają puste zbiorniki miłości. Na drodze swojego rozwoju nie otrzymali miłości i akceptacji, których bezwzględnie potrzebowali, wskutek czego zbiornik miłości nie został wystarczająco napełniony. Nie mają z czego przelewać, nie mogą dać dziecku tego, czego ono potrzebuje, ponieważ sami tego nie mają. Po upływie kilkunastu lat w świat rusza kolejna osoba, której zbiornik miłości świeci pustkami. Kolejna osoba, która zrodziwszy potomstwo, nie będzie umiała dać mu pokarmu koniecznego do prawidłowego rozwoju. 

Metafora zbiornika miłości, którą posłużyłam się na początku tego rozważania, została zaproponowana przez wybitnych psychiatrów i psychoterapeutów Franka Minirtha i Paula Meiera, od lat zajmujących się leczeniem współuzależnienia, którego korzeni upatrują między innymi w braku miłości i akceptacji. Chciałabym posłużyć się tą metaforą do opisania innego zaburzenia, odkrytego stosunkowo niedawno, a jednak dotykającego wielu ludzi, którzy częstokroć sami nie rozumieją istoty swojej choroby i nie wiedzą, gdzie zwrócić się o pomoc. 

Wyjaśniając czym jest owo zaburzenie i jak powstaje, posłużę się drugim scenariuszem ze zbiornikami miłości. W sytuacji, gdy opiekunowie dziecka nie są w stanie zaspokoić jego podstawowych potrzeb psychicznych – potrzeby miłości i akceptacji – dziecko startuje z przegranej pozycji. Najbliższe mu osoby są jedynymi, które mogą zbiornik miłości napełnić. To od nich zależy, czy w przyszłości dziecko będzie umiało kochać i być kochanym, odczuwać szczęście, prawdziwą radość i spokój, czy będzie umiało nawiązać satysfakcjonujące relacje z otoczeniem i być w pełni rozwiniętą osobą. Według badań Anny Terruwe, sam fakt, iż w dzieciństwie nie zostały zaspokojone naturalne potrzeby miłości, czułości i akceptacji wystarczy, by rozwinęła się specyficzna choroba emocjonalna, mająca ogromny wpływ na funkcjonowanie człowieka w życiu dorosłym. 

Życie uczuciowe człowieka rozwija się od wczesnego dzieciństwa do wieku dojrzałego. Przejście na kolejny etap rozwoju może dokonać się tylko wówczas, gdy na poprzednim etapie zostały zaspokojone naturalne potrzeby psychiczne: miłości, bezwarunkowej akceptacji oraz przynależności. Innymi słowy, dziecko musi czuć, że jest kochane ze względu na sam fakt swego istnienia, akceptowane ze wszystkimi niedoskonałościami, musi czuć, że jest dla rodziców cenne i wartościowe, że może liczyć na ich wsparcie w każdej sytuacji. Przede wszystkim musi czuć, że jest dla rodziców wystarczająco dobre. 

Brak zaspokojenia naturalnych potrzeb psychicznych na którymkolwiek etapie rozwoju powoduje lukę, która uniemożliwia harmonijny wzrost emocjonalny i duchowy. Można powiedzieć, że następuje swoiste zatrzymanie na tym etapie rozwoju, na którym powstała luka. Choć ciało rośnie i dojrzewa, rozwijają się procesy poznawcze, rozwój emocjonalny stoi w miejscu. Pod względem uczuciowym, człowiek staje się wewnętrznie skarłowaciały. Z biegiem czasu zaburzenie rozwoju emocjonalnego staje się przyczyną coraz większego cierpienia. 

Dorosłe osoby cierpiące na zespół niezaspokojenia emocjonalnego nie są w stanie stworzyć zdrowych relacji uczuciowych z otoczeniem, bez względu na to, jak bardzo się starają. Przestanie nas to dziwić, jeśli przyjrzymy się życiu emocjonalnemu dzieci. Dzieci są z zasady skoncentrowane na sobie i na zaspokajaniu własnych potrzeb. Nie potrafią wczuć się w sytuację drugiego człowieka, a w kontaktach z ludźmi kierują się własnym interesem. Szczęście innych nie jest dla nich wystarczającym powodem, by samemu czuć się szczęśliwym. Kilkuletnie dziecko tak właśnie funkcjonuje i nie ma w tym nic złego – jest to prawidłowość rozwoju. 

Osoby niedojrzałe emocjonalnie wciąż tkwią w okresie dzieciństwa. Wskutek niezaspokojonych potrzeb, nigdy z dziecięcego egocentryzmu nie wyrosły. Oczekują ciągłej uwagi, zabiegają o uznanie i akceptację, a gdy inni nie poświęcają im wystarczająco dużo czasu, czują się odrzucone i niekochane. Nie rozumieją, co mają na myśli inni, mówiąc o przyjaźni i szczerej miłości, dojrzałe emocje osób dorosłych są dla nich niezrozumiałe. Ich związki z otoczeniem są powierzchowne i oparte na woli, a nie na uczuciu. Podtrzymują przyjaźnie, ponieważ uważają, że tak trzeba, a nie z potrzeby serca. Małżeństwa osób niedojrzałych emocjonalnie są zawierane ze względów praktycznych – nie rozumieją oni do końca, czym jest miłość i przekonują samych siebie, że jest ona tym, co oni „odczuwają”. Zazwyczaj związki te nie są trwałe, gdyż osoba niedojrzała wymaga ciągłej i całkowitej koncentracji na sobie, a jeśli jej nie otrzymuje, nierzadko popada w depresję lub wycofuje się z relacji. Związki te zawsze są ułomne – brakuje im psychicznej więzi, która powinna stanowić podwaliny związku między dwiema osobami. Niedojrzałość emocjonalna jest tak wielką przeszkodą w zbudowaniu zdrowej relacji, że nawet Kościół Katolicki uznał ją za przeszkodę do zawarcia małżeństwa oraz podstawę do jego unieważnienia. 

Najczęściej osoby z zespołem niezaspokojenia emocjonalnego wcale nie pragną mieć potomstwa. Zdają sobie sprawę ze swej niemożności szczerego kochania oraz wzięcia odpowiedzialności za nowe życie. Gdy jednak dziecko pojawi się na świecie, nie potrafią obdarzać go czułością, traktują chłodno i poświęcają mu tylko tyle czasu, ile muszą. Choćby bez zarzutu wykonywały wszystkie czynności „higieniczne” związane z opieką, nie dostarczają dziecku tego, czego ono najbardziej potrzebuje. Dojrzałe pragnienie posiadania potomstwa pojawia się jednak u tych osób, które na drodze terapii poczyniły znaczne postępy w rozwoju emocjonalnym. 

Patrząc z boku na osoby niedojrzałe emocjonalnie ocieramy się o pokusę osądzania, krytykowania i lekceważenia. Postrzegamy je jako infantylne i obarczamy winą za trzymanie się dziecięcych zachowań. Ich niedojrzałość przypisujemy złej woli. Świat wewnętrzny osoby niedojrzałej emocjonalnie wygląda jednak inaczej, niż to sobie wyobrażamy. Uczuciem, które stale towarzyszy wszystkim osobom niedojrzałym jest niepewność i brak poczucia bezpieczeństwa. Ich życie emocjonalne i intelektualne nie jest zintegrowane, w związku z czym nigdy nie doświadczają pewności w tym, co robią. Podjęciu każdej decyzji towarzyszy długie wahanie, a gdy decyzja zostanie w końcu podjęta, zaczynają nękać ich różnego rodzaju wątpliwości.
Osoby niedojrzałe są nadmiernie wrażliwe na opinie innych ludzi i potrzebują ciągłego potwierdzania swojej wartości i zapewniania, że wszystko robią jak należy. Najdelikatniejsza krytyka może sprowadzić je na samo dno rozpaczy. Gdy robią coś publicznie, przeżywają silny niepokój i obawę, czy spodoba się to innym. Swe obawy rozciągają na bliskich, martwiąc się na przykład, że ktoś inny skompromituje się w ich towarzystwie, a ktoś jeszcze inny, kogo nawet nie znają, będzie z tego powodu niezadowolony. Lęk przed sprawianiem kłopotu powstrzymuje je przed poproszeniem o pomoc, kiedy tego potrzebują. Gdy jednak ktoś inny poprosi je o przysługę, nie umieją powiedzieć „nie” i często są bezpardonowo wykorzystywane. 

Osoby niedojrzałe przeżywają swoje życie na beznadziejnych próbach zadowolenia wszystkich wokół. Pragnienie bycia dobrym i podobania się innym popycha ich ku zawodom związanym z pomaganiem, a często nawet ku życiu zakonnemu. Początkowy entuzjazm szybko się kończy, ustępując frustracji i wypaleniu, ponieważ pomoc i oddanie, które oferują nie są bezinteresowne. Choć mogą nie zdawać sobie z tego sprawy, w zamian oczekują uznania i miłości, których jednak nie otrzymują. I tu ma miejsce największy paradoks ich „służenia” innym: zamiast przelewać z pełnych zbiorników, desperacko próbują napełnić swój własny. 

Osoby cierpiące na zespół niezaspokojenia emocjonalnego cechuje silne poczucie niższości i niedoskonałości. Ponieważ nie umieją kochać, czują się puste i niewarte miłości. Czasem szukają uzasadnień, wmawiając sobie, że są brzydkie, niekompetentne, wybrakowane, co w rzeczywistości nie jest prawdą. Poczucie niższości z biegiem czasu przemienia się w poczucie winy, popychając niedojrzałą osobę do osądzania każdego swojego zachowania jako złego, fałszywego, grzesznego. 

Zaskakujący jest stan fizyczny osób niedojrzałych emocjonalnie. Zazwyczaj wyglądają na młodsze niż są w rzeczywistości. Często uskarżają się na ogromne zmęczenie, które niekiedy zaprowadza ich przed drzwi gabinetu lekarskiego. Leczenie medyczne nie przynosi jednak skutku, ponieważ źródło zmęczenia tkwi w psychice – osoby niedojrzałe w niewielkim stopniu cieszą się życiem, przyjaźń i miłość nie są dla nich źródłem siły i przyjemności, rzadko odpoczywają i czują się zrelaksowane. Stale zabiegają o względy otoczenia, a całą energię życiową poświęcają na walkę z poczuciem niższości. Co ciekawe, osoby niedojrzałe zazwyczaj nie mają problemów ze snem, co może być pomocne w odróżnieniu zespołu niezaspokojenia emocjonalnego od innych zaburzeń nerwicowych, spowodowanych tłumieniem. 

Zespół niezaspokojenia emocjonalnego wciąż pozostaje zaburzeniem prawie całkowicie nieznanym nie tylko ludziom o przeciętnym poziomie wiedzy psychologicznej, ale również samym psychologom, wskutek czego osoby nań cierpiące często pozostają niezrozumiane i nie uzyskują adekwatnej pomocy. Przez otoczenie traktowane jako dziecinne lub próżne, nie uzyskują tego, czego pragną najbardziej – akceptacji. Winą za infantylne zachowania i niemożność sprostania wymogom dorosłego życia obarcza się ich samych, nie rozumiejąc, że osoba niedojrzała nigdy nie będzie w stanie poczynić kolejnego kroku na drodze rozwoju o własnych siłach. Tylko cierpliwa miłość i akceptacja ze strony najbliższego otoczenia, a często również pomoc mądrego terapeuty, może sprawić, że na szarym niebie zniekształconych uczuć pojawi się wreszcie słońce nadziei. 

Na koniec pragnę dodać, że zespół niezaspokojenia emocjonalnego, jeśli prawidłowo zdiagnozowany, jest leczony z wielkim powodzeniem, na co wskazuje wieloletnie doświadczenie Anny Terruwe i Conrada Baarsa. 

Monika Wilk zpsychika.net

Opublikowane przez Katarzynę szurlej 3 lipca 2015

 

TATO, o Twoim dziecku słowa, które Ciebie zadziwią

Blisko połowa ludzkości składa się z istot, o których druga połowa wie naprawdę niewiele. 2,2 miliarda. Tyle wg UNICEF jest dzieci na świecie. 

Dlaczego nie rozumiemy dzieci? One myślą, czują INACZEJ!
Nie mamy retrospektywnej pamięci, która odkryłyby przed nami, jak myśleliśmy jako dzieci. Dorośli przypisujemy dziecku swój sposób rozumowania, swoje strategie myślowe, swoje widzenie świata. Tylko człowiek świadomy wie, że dziecko nie mając jego wiedzy, jego emocji, jego doświadczeń, nie może myśleć i czuć jak on. Taki człowiek TATA, MAMA, wychowawca pochylą się nad dzieckiem, zbliżą do dziecięcego poziomu, będą obserwować dziecięce reakcje, działania.
Jeśli tej świadomości brakuje rodzice stosują dwie strategie: pierwsza -traktowanie dziecka jak małego dorosłego. druga: infantylizacja oraz lekceważenie zdolności i możliwości małego człowieka.
Porozmawiamy o tej pierwszej – ona pokaże wyraźnie, czym dzieci różnią się od dorosłych. 

Tato nie lubisz reguł, regulaminów, nakazów, procedur, jeśli sam ich nie formułujesz. Dziecko wręcz przeciwnie! Ono czuje się bezpieczne wtedy i tylko wtedy, kiedy to dorośli wyznaczają reguły tego świata. Kiedy małe dzieci czują, że to one mogą stanowić zasady, tracą poczucie bezpieczeństwa.

Granice stawiane dziecku to rodzaj życiowych latarni morskich. – Drogowskazy, punkty zakotwiczenia, które są niezmienne i pozwalają się orientować w świecie norm społecznych. Gdy takich punktów nie będzie, to cała sytuacja staje się niebezpieczna – świat jest nieprzewidywalny i niestabilny.

Dziecko jest na innym poziomie rozwoju, ma mniejszą wiedzę, mniejszy zakres kontroli, jest niekompetentne w stosunku do dorosłego – dlatego dziecko nie może być dla nas partnerem. Takie wychowanie to pomyłka.

Nie stawiam granic, żebyś nie czuł się źle. Nie stawiam Ci wymagań, żebyś nie przeżył porażki. Pozwalam Ci decydować o sobie, abyś czuł się ważny i odpowiedzialny”. Przy okazji będziesz mnie bardziej lubił i szanował. Jestem cool rodzicem. – Błąd.

Dzieci muszą mieć jasno określone granice: to wolno, a tego nie, teraz robimy to, a potem tamto itd. Pozbądźmy się przekonania, że jeśli dziecko podejmuje decyzje od najmłodszych lat, to będzie silne i zaradne, decyzyjne. Jest dokładnie odwrotnie! To pytania: „A po co? A dlaczego nie?, negocjacje i szukanie argumentów, decyzje o przekroczeniu granic rozwijają dziecko i pomagają stać się dojrzałym, odpowiedzialnym dorosłym.

Odbierając granice skazujesz dziecko na balansowanie na linie z zamkniętymi oczami!

Dzieci także pod względem fizjologicznym nie są małymi dorosłymi. Dziecko inaczej się odżywia, ma szybszy metabolizm od dorosłego i odmienny, wciąż nie wykształcony układ immunologiczny. Inne są też zdolności motoryczne dziecka. TATO, MAMO, zrozumcie, że dzieci są całkowicie odmiennymi istotami.

Dorosły może sobie nabić guza już po potknięciu, które jest równe upadkowi z 1,8 metra. Dziecko o długości 60cm spada 3x3x3, czyli 27 razy wolniej niż trzy razy wyższy od niego dorosły, a do tego siła uderzenia przy upadku maleje bardziej niż do 3 potęgi jego wagi!

Dzieci bez trudu noszą swoich rówieśników na plecach, co dorosłym udaje się po długich szkoleniach w straży pożarnej. Nawet jeśli strażak jest osiem razy cięższy od swojego o połowę niższego synka, to i tak ma tylko cztery razy więcej siły. Przeniesienie osoby na plecach, wspięcie się na drzewo, wymaga od dorosłego dwa razy więcej wysiłku niż od jego syna.

Tato, Twoje dzieci są silniejsze od Ciebie, sprawniejsze, nie ograniczaj ich aktywności fizycznej i nie wyrzucaj sobie, że z nimi przegrywasz.

Dziecięcy światopogląd zadziwia.
„Słońce grzeje, żeby mi było ciepło.” „Niebo się gniewa i jest burza.” „Kwiatki rosną, aby było pięknie.”
Po pierwsze – dzieci rozpatrują wszystko z własnego punktu widzenia.
Po drugie – są przekonane, że wszystko w ich otoczeniu zrobili ludzie i dlatego da się to zmienić, jeśli tylko dzieci zechcą.
Po trzecie – rośliny i zwierzęta są istotami czującymi, a do tego obdarzonymi wolną wolą.
Brzmi to jak wierzenia plemienia zagubionego w dżungli, co nie znaczy, że jest nieprawdą. Świat dorosłych jednak rządzi się innymi prawami. Dorośli myślą odmiennie.
Nie umiejąc sobie wyobrazić jak myśli i czuje dziecko, odruchowo myślimy o nim jak o dorosłym. Oczekujemy od niego, że będzie czuło, myślało, uczyło się jak my. Gdy tak nie jest, złościmy się.
Naszym zadaniem jest pomóc dziecku iść z tego etapu, na którym się znajduje, wyżej, ale w jego tempie, wykorzystując jego zasoby i możliwości. Rodzic nie rozumie dlaczego dziecko, nie umie zapiąć butów skoro to takie proste.

IMG_1687

Ale jeśli dziecko nie umie, to może nie jest proste? Dlaczego maluje fioletowe liście chociaż widzi zielone?
Dorośli oczekują, że dziecko postawione wobec jakiegoś zadania wykona tę samą procedurę intelektualną, jaką wykonaliby oni sami. – Każą mu na przykład odejmować: od pięciu szprotek odejmij dwie, mówią i ilustrują to tak: pokazują pięć rybek na talerzu, a potem trzy całe i dwa szkielety, po zjedzonych rybkach. Sugerują: ktoś zjadł dwie szprotki. Dla dziecka, dwa rybie szkielety są czymś zupełnie nie odejmowalnym i nie dodawalnym do ryb.
Pytania dzieci traktujmy poważnie, ich wątpliwości jako prawdziwe, jednak nie przyrównujmy ich do swoich. Traktować dziecko poważnie, to znaczy próbować patrzeć na świat jego oczami, starać się zyskać jego perspektywę, nauczyć się jak najwięcej o jego emocjach.
Mówimy „dziecko niewiele wie o świecie dorosłych”. Uświadommy sobie wreszcie – nawzajem… To naprawdę cenna wiedza. Warto w nią inwestować. Po co? Odpowiedz sobie sam.

Opublikowane przez Katarzynę Szurlej 27 lipca 2015